Voldemort wszedł do salonu w domu Malfoy'ów. Niespecjalnie się rozglądając zasiadł na krześle przy stole. Nie trwało to długo. Przez chwilę obracał leniwie różdżkę w palcach, zastanawiając się, jaka dałaby radę pokonać różdżkę Pottera. Oprócz Czarnej Różdżki, po której chwilowo ślad przepadł. Stwierdziwszy, że prawdopodobnie nie ma takiego narzędzia wstał i podszedł do okna. Wyjrzał na ogród za domem i rozmyślał dalej.
Całe jego życie kręciło się wokół celu. A celem było uśmiercenie pewnego chłopca, który raz po raz wymykał mu się z rąk. Czarny pan szedł do celu po trupach. Dosłownie.
Nagini owinęła się wokół jego ręki i wpełzła na kark. Było to jedyne stworzenie, które Voldemort kochał. A dlaczego? Bo była w wężu cząstka jego samego.
Bellatrix szła sobie wesoło, miała wyśmienity humor, a czemu? Zabiła właśnie kolejnego mugola. Trochę pastwiła się nad nim, jak to zwykle robiła. Lubiła bawić się swoimi ofiarami, torturować je, tak żeby z bólu umarły. Weszła do salonu bez większej potrzeby. Czekała na kolejne rozkazy Czarnego Pana. Spojrzała na okno przy którym stał Lord. Lekko się ukłoniła i powiedziała:
- Dzień Dobry Lordzie. - powiedziała poważnym tonem, wolała nie pokazywać mu swojej radości, nigdy nie wiadomo kiedy się zezłość, czy też co zrobi.
Kiedy usłyszał jej głos obrócił się i wbił spojrzenie w jej oczy. Uśmiechnął się jadowicie, jak to miał w zwyczaju. Wciąż obracał w rękach różdżkę. Bellatrix była jego najwierniejszą śmierciożerczynią.
- Witaj, Bella. - powiedział i pogładził spoczywającą na ramieniu, Nagini po pysku. - Co nowego? Jakieś wieści? Coś o...
Nie musiał kończyć. Lestrange rozumiała go lepiej niż ktokolwiek. Była sprytna i przebiegła.
Voldemort odezwał się w języku wężów do Nagini:
- Znajdź Batildę
Wąż ześlizgnął się z jego ciała i szybko opuścił pokój. Czarny Pan wiedział, że nie kto inny niż najlepsza historyczka, będzie wiedziała o Czarnej Różdżce.
Uśmiechnęła się chytrze i spojrzała swemu panu prosto w oczy. Dobrze wiedziała, o co mu chodzi, jednak nie wiedziała czy powiedzieć prawdę. Nie miała żadnych wieść. Całe dni plątała się , szukając jakichkolwiek wieść, i nic. Od czasu do czasu zaglądała do Londynu i mordowała mugoli.
- Pani, niestety brak jakichkolwiek wieści. - powiedziała nie pewnie, jednak całkowicie poważnie. Przygotowała się na każdą karę, w końcu robiła co w jej siłach by zdobyć kolejne informacje.
- Jednakże podobno Lucjusz ma do przekazania bardzo ciekawe informacje. - w ostatniej chwili przypomniała sobie o Malfoy'u, o również miał zdobyć informacje, jak niczego nie zlazł to będzie na niego. Przynajmniej on zostanie ukarany, a nie ona.
Voldemort uniósł lekko"brew". W rzeczywistości takowej nie posiadał, ale trudno powiedzieć, że uniósł skórę. W każdym razie spojrzał na nią, jakby pokazała mu czekoladową żabę i wmawiała, ze to Potter.
- Lucjusz..? Dlaczego mówisz mi, że on coś wie, skoro nie jesteś tego pewna? Dlaczego nie dowiedziałaś się, co on wie? Przynosisz mi nic, Bellatrix. - rzucił, leniwie obracając różdżkę w palcach.
- Dowiedz się, co on wie i wtedy do mnie przyjdź. - polecił i odwrócił się do okna.
Już niedługo ją znajdzie. Nagini, a potem Czarna Różdżka będzie należeć tylko do niego. A różdżka Pottera? Będzie musiała ustąpić mocy różdżce śmierci. Różdżce Voldemorta.
Prychnęła cicho pod nosem i powolnym krokiem zmierzała w stronę drzwi, kiedy postanowiła powiedzieć coś jeszcze. Nie miała w końcu nic do stracenia, Lord za pewne już na nią był zły, a gorzej już nie mogło być.
- Lucjusz sam chciał ci panie powiedzieć. - zaczęła nie pewnie, jednak zaraz wyprostowała się i zaczęła mówić jak należy. Pewnym siebie głosem śmierciożerczyni, która nie boi się śmierci. - Czarna Różdżka została pochowana wraz z jej byłym właścicielem.
Patrzyła na swojego pana w skupieniu, czekając na jego reakcję na te słowa. W końcu nawet ta informacja nie była z wiarygodnego źródła.
Odetchnął. A więc to prawda? W takim razie, skoro Draco pokonał Albusa, należało pokonać i jego, by różdżka działała w pełni. Dobrze. Nic prostszego.
Odwrócił się, a na jego twarzy majaczył koci uśmiech.
- Widzisz, Bellatrix. Jeżeli chcesz, potrafisz być naprawdę inteligentna na tyle, by pomóc mi w osiągnięciu wielkiej siły. Informacja ta jest wiarygodna, gdyż sam ją sprawdziłem. Aczkolwiek nie jestem pewien, kto pokonał naprawdę Dumbeldore'a. Czy to był Dracon, ty, czy ktoś inny. Zdaje się, że Dracon cos przede mną ukrywa. Szkoda by było chłopca.
Aluzja była jasna do pojęcia. Wykrzywił się w jadowitym uśmiechu i wskazał Bellatrix krzesło. Sam zasiadł naprzeciwko.
- Słucham cię, moja droga Bellatrix. Mów.
Niby miłym tonem wypowiedziane słowa, w jego ustach brzmiały nienaturalnie i z wyraźnym podtekstem.
Zamrugała nerwowo. Kto pokonał Albusa? Snape, ale czy powinna powiedzieć prawdę. W końcu była urodzoną kłamczuchą, nikt jeszcze nie przyłapał jej na kłamstwie, a jeżeli Voldemort odkryje kto naprawdę zabił Albusa? Cóż musi zaryzykować, w końcu życie jest ciekawsze z większa ilością komplikacji.
- Z całą pewnością Draco, byłam tego świadkiem. - usiadła na krześle patrząc na niego pewna siebie, nie chciała okazywać strachu, jeżeli w ogóle wiedziała co to słowo znaczy. Była wierna swemu panu, ale lubiła mieszać, w końcu Snape był najbardziej zaufanym śmierciożercą, a teraz ma go zabić? Co jeżeli Lord zacznie podejrzewać resztę i będzie ich wybijał niczym robaki? Takie małe kłamstwo nikomu nie zaszkodzi, tak przynajmniej myślała Bellatrix.
- Draco, boi się, jak to małe dzieci, jednak panie mówi ci on całą prawdę. Ręczę za niego. - powiedziała z uśmieszkiem.
Voldemort przesunął smukłymi palcami po różdżce.
- Ręczysz za niego? A jeżeli Severus poda mu veritaserum, wciąż będziesz za niego ręczyć? - zagrał zjadliwie, po czym nie czekając na odpowiedź, jakby to było pytanie retoryczne, kontynuował: - Ależ skoro tak mówisz, to zapewne coś w tym jest.
Wąż prześlizgnął się między ich nogami i wpełzł na stół. Zasyczał i przekazał Voldemortowi wieści.
- Doskonale, Nagini. Dobra dziewczynka. - powiedział Czarny Pan i powstał.
Położył rękę na stole, by wąż wpełzł mu gładko na ramiona.
- Idę. Postarajcie dowiedzieć się więcej. - polecił i udał się w kierunku drzwi.
- I chcę zobaczyć się z Draco. Jak wrócę.
/ZT, Dolina Godryka
Przez całą rozmowę udawała poważną, słuchała uważnie co mówi Lord, ale gdy tylko wyszedł głośno przeklęła i wywróciła oczami. Nie lubiła gdy ktoś jej rozkazuje, ona sama wolała wydawać rozkazy. Zaczęła huśtać się na krześle i zastanawiać jak sprowadzić tu po cichu Dracona i wszystko mu wytłumaczyć.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum